Jeśli prowadzisz sklep internetowy, bloga, czy jakąkolwiek stronę – prawdopodobnie spotkałeś się z tajemniczym pólkiem „atrybut alt” przy wrzucaniu zdjęć. Może klikasz „dodaj”, wpisujesz losowy tekst i jedziesz dalej? Albo zostawiasz puste, bo „i tak nikt tego nie widzi”?
Jeśli tak – ten artykuł jest dla Ciebie.
Bo ten mały, niepozorny atrybut to nie tylko formalność. To klucz do innego świata. I dosłownie zmienia życie części Twoich odwiedzających.
Czym właściwie jest ten cały „alt”?
W skrócie: alt (skrót od alternative text) to tekst alternatywny, który opisuje, co znajduje się na obrazku.
Technicznie – to atrybut w kodzie HTML:
<img src="moje-zdjecie.jpg" alt="Czarny but sportowy z pomarańczowymi detalami">
Ale w praktyce? To jest oczy Twojej strony dla osób, które nie widzą.
Kto z niego korzysta? Odbiorcy, o których może nie pomyślałeś
1. Osoby niewidome i słabowidzące
To najważniejsza grupa. Korzystają one z czytników ekranu – programów, które zamieniają tekst na mowę. Gdy czytnik natrafi na obrazek, szuka opisu alt. Jeśli go nie ma – odczyta nazwę pliku („IMG_12345.jpg”) lub po prostu przemilczy. Wyobraź sobie przeglądanie sklepu, gdzie co drugi element to pusta, bezimienna dziura. Frustrujące, prawda?
2. Osoby z wolniejszym łączem internetowym
Gdy obrazek się nie wczyta (a zdarza się to często na słabym internecie lub w aplikacjach typu „Lite Mode”), w jego miejscu pojawi się tekst z alt. Dzięki temu użytkownik wciąż wie, co tam miało być – nawet jeśli grafika nie dotarła.
3. Wyszukiwarki (Google, Bing)
Dla Google obrazek bez opisu alt to jak zaklejona kartka. Algorytm nie „widzi” zdjęć – rozpoznaje je tylko przez tekst. Brak alt to stracona okazja na pozycjonowanie w wyszukiwarce obrazów, która często przyciąga ruch do sklepów.
„Dobra, ale jak to naprawdę działa w praktyce?”
Wyobraź sobie, że pomagasz przyjacielowi przez telefon wybrać buty online. On ma zamknięte oczy, a ty opowiadasz, co widzisz.
-
Gdy nie masz opisów
alt:
„No jest pierwsze zdjęcie buta. Jest drugie zdjęcie buta. Jest trzecie zdjęcie buta.”
Przyjaciel: „… i? JAK one wyglądają?!” -
Gdy masz dobre
alt:
„Pierwsze: lewy but z boku, skórzany, sznurowany, w kolorze granatowym.
Drugie: prawy but z drugiej strony, widać ściągacz z tyłu.
Trzecie: widok z góry – czubki są zaokrąglone, sznurowadła bawełniane.
Czwarte: podeszwa – gumowa, z głębokim bieżnikiem.”
Czujesz różnicę? W pierwszym przypadku przyjaciel jest bezradny. W drugim – może podjąć świadomą decyzję.
Osoby niewidome robią dokładnie to samo, tylko ich „przyjacielem” jest czytnik ekranu, który czyta Twój alt na głos.
Jak pisać DOBRE opisy alt? Zasady bez zadęcia
✅ Rób to:
- Opisuj, co widzisz: „Czarny płaszcz zimowy z kapturem futrzanym”
- Bądź konkretny w kontekście: W sklepie: „But trekkingowy Salomon X-Ultra, widok z boku, kolor zielony”. Na blogu podróżniczym: „Ja w tych butach na szlaku w Tatrach”.
- Używaj słów kluczowych naturalnie: „Kawa ziarnista Colombia Arabica” zamiast „kawa”.
- Dla zdjęć produktu: różnicuj opisy! Każde zdjęcie pokazuje coś innego – niech
altteż będzie inny.
❌ Nie rób tego:
- Nie wypełniaj spamem:
alt="buty buty buty tanie buty sklep buty online najlepsze buty" - Nie pisz „Zdjęcie przedstawia…” – czytnik i tak powie „obrazek”.
- Nie zostawiaj pustego
alt=""– chyba że obraz jest czysto dekoracyjny (np. oddzielająca linia, ikonka bez znaczenia). Wtedy pustyaltto sygnał „pomiń to”. - Nie używaj tego samego opisu do wszystkich zdjęć w galerii.
A co z atrybutem title?
To często mylony z alt dodatek. title to „dymek” po najechaniu myszką.
- Nie jest czytany przez wszystkie czytniki ekranu, więc nie zastępuje
alt. - Możesz go użyć jako dodatkowej wskazówki, np.:
<img src="podeszwa.jpg" alt="Detal podeszwy buta trekkingowego" title="Sprawdź przyczepność">
Prawdziwa historia, która zmienia perspektywę
W 2019 roku amerykańska sieć supermarketów Kroger została pozwana za niedostępność swojej strony dla osób niewidomych. Jednym z głównych zarzutów? Brak lub nieodpowiednie atrybuty alt przy produktach.
Sprawa zakończyła się ugodą i zobowiązaniem do przebudowy strony. Koszty? Ogromne. A wystarczyłoby od początku dbać o ten „mały detal”.
Podsumowanie: Dlaczego naprawdę warto?
- To nie jest tylko „dla Google” – to przede wszystkim dla ludzi.
- Dostępność to nie „dodatek” – to standard nowoczesnego, cywilizowanego internetu. W wielu krajach (np. w UE dla sektora publicznego) to wymóg prawny.
- To zwykła przyzwoitość – chcesz, aby Twój sklep/blog był dla wszystkich, prawda?
- To też dobry biznes – otwierasz drzwi dla milionów potencjalnych klientów, których wcześniej ignorowałeś.
Następnym razem, gdy będziesz wrzucać zdjęcie, zatrzymaj się na 10 sekund. Spójrz na nie i pomyśl:
„Jak bym to opisał komuś, kto tego nie widzi?”
Ten jeden prosty nawyk zmienia Twoją stronę z „kolejnego sklepu” w miejsce, w którym każdy jest mile widziany.
I to jest właśnie ta wielka moc małego atrybutu.
Twój klient bez wzroku Ci podziękuje. A Google pewnie też.
